wiedzieć więcej

Plany, życzenia, marzenia. Podsumowanie 2016 roku

Nie wiem czy to kwestia końca roku, czy tych długich zimowych wieczorów, ale pochłania mnie teraz rozkminka o tym co było, co miało być, czego się nie spodziewałam i o co się obawiałam. Każdą wolną (hehehe), wolniejszą chwilę mój umysł zajmuje podsumowanie 2016 roku. Bo dobrze jest usiąść i szczerze porozmawiać, spisać, przeanalizować co było dobre, ale też co było złe, co zniszczyłam, co naprawiłam, gdzie mogę szukać ulepszeń i jakich rejonów unikać.

Ten rok, jak każdy, miał w sobie coś przełomowego, odkrywczego, zwariowanego. Nie oszukujmy się jednak, był również nudnawy, zwykły i przeciętny. Wielu rzeczy się nauczyłam,  w wielu kwestiach poległam. Wiele osiągnęłam i wiele zaprzepaściłam. Wiele wygrałam i wiele zmarnowałam. Poznałam paru fajnych ludzi i kilka szuj. Wiele osób podało mi rękę, podnosząc mnie z kolan i wiele próbowało dobić. Ale jestem, nie udało się (przykro mi).

Myślę, że jestem odrobinę mądrzejsza, odrobinę starsza, troszkę szczuplejsza (piszę to przed Świętami, więc… ten… tego… no…). Mam więcej siwych włosów, zmarszczek. Moje cycki są zdecydowanie bliżej podłoża. Nadal nie ogarnęłam kilku starych spraw, kilka nowych rozpoczęłam.

Koniec roku to zawsze czas podsumowań, ale i czas planów, zmian, postanowień. I to właśnie od tych postanowień, poniekąd zależy jak będzie wyglądał bilans na koniec roku. To od naszych oczekiwać zależy jak ocenimy ten czas za 12 miesięcy. Czy to był „dobry” czy „zły” rok.

Zwykle postanawiamy, że od 1 stycznia zaczniemy: regularnie ćwiczyć, zdrowo jeść, będziemy więcej czasu poświęcać dzieciom, mniej gonić, ale więcej zarabiać, może zmienimy pracę, może nauczymy się nowego języka, może rzucimy palnie, a może postaramy się naprawić relację (w związku, w rodzinie). I co roku, większość z nas jest w tym samym miejscu w którym była 12 miesięcy temu.

Nic samo się nie zmienia

Jeśli sami nie jesteśmy gotowi na realne działanie, nic się raczej nie wydarzy. Nadal będziemy narzekać i szukać wymówek, obwiniać wszystkich dookoła za swoje niepowodzenia. Tkwić w tym samym życiu.

A może, Ty nie chcesz nic zmieniać? Bo ja, tak na prawdę to chciałabym, żeby było tak jak jest, bo nie jest źle. Są oczywiście kwestie, gdzie mogłoby być jeszcze lepiej, jeszcze bardziej, jeszcze… Ale, jeśli nie jest źle, to chyba motywacja nie jest tak silna, jak w przypadku beznadziejności. Ja tak na prawdę mam teraz parcie na odchudzanie. Moja waga na prawdę mi przeszkadza i wiem, że mam na to realny wpływ. Więc zakładam, że chęć na zdrowe jedzenie, ruch i fantastyczną sylwetkę 🙂 nie minie 10 stycznia.
Cała reszta – zwykła zwykość niech otacza mnie wszem i wobec.

Lubię tę zwykłość

Wielu moich przyjaciół opowiada mi o niesamowitych podróżach, przeżyciach, miłościach. O awansach, beztroskim życiu, zabawie, adrenalinie. A ja… niby trochę zazdroszczę, ale tak na prawdę lubię swoje zwykłe, nudne życie. W tym samym domu, z tym samym mężem, z niereformowalną bandą najsłodszych Potworów. Zwykły, nudny dzień może być pięknym i znaczącym wspomnieniem.

Ja też mam marzenia

Marzę o podróżach, przygodach, sukcesach. Marzę o wolnym dniu – całym. Ale nie chodzi mi o dzień bez dzieci, kiedy to będę nadrabiała to, czego nie zdążyłam. Będę sprzątała, prała, prasowała, albo obejrzę zaległe filmy, albo przeczytam zaległe książki. Nie! Marzę o takim dniu, kiedy nic nie będę musiała robić i do tego nie będę miała poczucia straconego dnia. Po prostu nic nie będę robić, a moja głowa nie będzie mi podsuwała kolejnego niemogącego czekać zadania. Marzę o większej swobodzie, większej ilości czasu, no i o wygranej w Lotto 🙂 Przede wszystkim marzę, żeby nic się nie spieprzyło.

Tak już mam, że czasem czuję, że wszystko jest dobrze, że jestem szczęśliwa, ale z tyłu głowy męczy mnie myśl, że zaraz się coś spieprzy. Nasze szczęście pryśnie jak bańka mydlana. Boję się tego okrutnie, staram się nie dopuszczać do siebie tej myśli, ale gdzieś tam z tyłu świdruje.

Kiedy pierwszy raz usiadłam do tego posta (dawno temu) zaczęłam zastanawiać się: z czego ja mogłabym być dumna, co takiego fajnego i wyjątkowego stało się w moim życiu? I wiecie co?!? Nic z pozoru wielkiego, ale dla mnie to rzeczy szalenie ważne.

Podsumowanie roku

Ten rok to ważne dla mnie daty. Przede wszystkim świętowaliśmy 10 lat małżeństwa i 15 lat znajomości z mężczyzną mojego życia, z którym wychowuje trójkę cudownych Potworów 🙂

Jako matka doczekałam się mocnych i znaczących słów od moich dzieci. Niby banał, ale kiedy niespełna trzylatek, który prawie nie mówi, nagle wypowiada „siusiu nana”  (w tłumaczeniu oznacza to: mamusiu kochana 🙂 )- łzy lecą same. Pozostałe dzieci, też pozostawiły po sobie ślad w tym roku. Moja mała księżniczka, mimo że jest młodsza o 18 mc od swojego średniego brata, mówi niewiele mniej niż on. Słowo „mamu… ś” łamie mnie zawsze (nawet o 5 rano). Starszak nie pozostaje w tyle, chociaż on ma inne spojrzenie na swoją matkę (muszę chyba przyzwyczajać się, że nie zawsze będę ukochaną mamusią)  „to twoje wina, przez ciebie płacze i jestem zdenerwowany”, jak również: „znowu pracujesz, dlaczego tak długo. Dzieci są ważniejsze czy praca?” (dodam jedynie, że jestem z dziećmi w domu od 18 mc ciągiem, a tak naprawdę od przeszło 5 lat,  pracuje realnie od momentu otwarcia bloga tj. koniec października. Żebyście zrozumieli moją wściekłość na życie: tatuś pracuje od świtu do nocy, zwykle widywany w domu w weekendy. Ale to JA mam wybrać czy ważniejsza jest praca czy dzieci!).

W końcu przestałam się przejmować jedzeniem, a właściwie nie jedzeniem moich dzieci. Myślę, że jestem odrobinę spokojniejsza. Mam więcej cierpliwości do dzieci (a może po prostu już odpuściłam, staram się nie widzieć, nie reagować, jeżeli nie jest niebezpiecznie 🙂 , bo mój krzyk nic nie zmieni). Zrozumiałam też, że zachowanie Starszaka, nie jest winą mojego złego podejścia. Jest mi coraz łatwiej uwierzyć, że nie jestem złą matką. Jest “trudnym dzieckiem” – SI – wiemy już jak nad tym pracować.

Jako człowiek – kobieta, próbuję zadbać o siebie, swoje umiejętności, możliwości. Wciąż się uczę, mam za sobą sukcesy (w w końcu zrobiłam coś swojego – blog), nauczyłam się być trochę samolubna – walczę o siebie, swoje potrzeby. Ja też przecież potrzebuję snu, odpoczynku, relaksu, możliwości skorzystania z WC bez widowni. Zaczęłam fotografować, co sprawia mi wiele radości. Zrozumiałam, że trzeba czasem odpuścić, pozwolić innym żeby coś zrobili (może nie będzie idealnie, ale świat się nie zawali).

No i dostałam (a właściwie dostaliśmy) nagrodę dla najlepszych sąsiadów w dzień sąsiada (hahaha)

O i tak! Nic wielkiego, ale dla mnie to ważne. W głębi duszy czuję, że mogą to być podwaliny do bardzo dużych i dobrych rzeczy. Idę do przodu. Nic mnie nie zatrzyma. Oby nie było gorzej 🙂

sciskam


Podoba Ci się ten post – daj mi o tym znać! Jeśli uważasz, że może się komuś przydać – udostępnij.

  • polub artykuł
  • zostaw komentarz
  • polub nas na Facebooku, tam zawsze znajdziesz info o nowych postów
  • obserwuj nas na Instagramie – to taki blog od kuchni

 

Reklama
projekt-rodzina-facebookprojekt-rodzina-instagramprojekt-rodzina-newsletter
Tags:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o