być kobietą

Przestrzeń pełna zdjęć.

Właśnie wybiło pięć lat, od kiedy zamieszkaliśmy w naszym domu na wsi. Przyszedł czas pomyśleć o delikatnym remoncie, odmalowaniu ścian, dodaniu kilku kolorowych ramek na zdjęcia. Wiem już, co źle zaplanowałam urządzając dom, wiem co zadziałało, wiem co bym zmieniła i wiem od czego nie ucieknę. Chociażby od wszechobecnych odcisków małych brudnych dłoni na ścianach 🙂

Co bym zmieniła w moim domu?

To, co przychodzi ma na myśl jako pierwsze to lakierowane blaty w łazience. Uważam to za najbardziej nietrafiony pomysł ever 🙂  Przestały być błyszczące po miesiącu użytkowania. Dziś wybrałabym drewniane blaty. W łazience złoszczą mnie też białe płytki podłogowe. Cieszę się, że przynajmniej fuga jest grafitowa, bo na ścianach białe płytki i biała fuga szybko stały się żółto-pomarańczowe (niestety duże stężenie żelaza w wodzie). Nie podoba mi się już kanapa w salonie, ale 🙁  jest bardzo duża i praktyczna i co najgorsze, jest w super stanie, więc chyba będę musiała z nią jeszcze chwilę wytrzymać.

Co się sprawdziło?

Zadowolona jestem z wielu rozwiązań: mebli kuchennych i głębokiego blatu (120 cm), którego wiele osób mi odradzało i nie rozumiało mojego „zafiksowania” na tym punkcie. Bardzo praktyczna jest też pralka (jest ogromna), chociaż dziś kupiłabym pralko-suszarkę.

Cieszą mnie też rzeczy, których nie miałam w poprzednim mieszkaniu. Na przykład białe drzwi. Gdy remontowaliśmy mieszkanie moda była na venge, wszystko venge 🙂 Miałam taki wstręt do tego koloru, że w domu wszystko co mogłam robiłam białe.  Zadowolona jestem też z łóżka – dałam się namówić na 200×200. W końcu wszyscy się mieścimy.

Spełnione malutkie marzenie – kolorowe ramki na zdjęcia

Elementem, który cieszy mnie zawsze tak samo od pięciu lat jest przestrzeń, w której znajdują się schody na górę. Wiem, brzmi to dość dziwnie, ale cóż zrobić.

Wykańczając dom nie zatrudniałam architekta, mimo że sama też nie czuję smykałki do aranżacji. To co mamy w domu jest często dziełem przypadku, który tworzy jakiś ogólny obraz tego jak mieszkamy – nie ma o czym mówić. Nie umiem w #interiordesign 🙂

To, o czym zawsze marzyłam i co zawsze było w mojej głowie to przestrzeń na zdjęcia. Marzyła mi się ściana pełna kolorowych ramek, różnej wielkości ze zdjęciami naszej rodziny!

Mieszkając w mieszkaniu, nie miałam zbyt wiele miejsca, żeby poszaleć z fotografiami. Nie miałam przestrzeni, na której mogłabym zawiesić wszystko, co bym chciała. W domu to już zupełnie inna sprawa.

Ponieważ od zawsze lubiłam robić zdjęcia, gdy pojawiły się dzieci naturalnym stało się, że zapełniłam dyski tysiącami zdjęć. Zbiegiem czasu, proporcjonalnie do pojawiających się dzieci, ilość fotografii malała 🙂  Choć i tak mamy ich naprawdę dużo.

Mając w głowie gigabajty zdjęć,  wymyśliłam sobie, że na ścianach wzdłuż schodów zawisnął nasze zdjęcia. I tak też się stało.

Zdjęcia dzieci, rodziny, przyjaciół, nasze. Z ważnych wydarzeń i zwykłych dni. W ramkach białych i kolorowych, małych i dużych. Pojedynczych i tych na kilka fotografii.  Pełna dowolność, bez planu i projektu. Za to z duża ilością emocji, wspomnień i ciepła.

Dzięki temu, ciemny, smutny korytarz stał się miejscem, gdzie zatrzymują się wszyscy goście a i ja z dziećmi nie raz zastygam na moment, żeby popatrzeć na moje Aniołki i zadać sobie jedno z tych egzystencjalnych pytań: dlaczego One tylko na zdjęciach są takie ciche i spokojne 🙂

Tak sobie myślę, że chyba przyszedł czas na zmianę niektórych fotografii i dołożenie kilku nowych.

 

Posta powstał przy współpracy z Fabryką Formy, gdzie znajdziecie ogromy wybór ramek na zdjęcia.

 

 

blog projekt rodzinaZostaw komentarzUdostpnij postBlog Projekt Rodzina na FBBlog Projekt Rodzina na Instagram
Tags:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o