integracja sensorycznawychowuj nie wariuj

Zaburzenia integracji sensorycznej oczami rodzica #1

Zaburzenia integracji sensorycznej – od przeczucia do diagnozy

Tym postem, chciałabym rozpocząć cykl artykułów dotyczących SI, zaburzeń, terapii, opcji i możliwości. Będzie trochę o moich emocjach, odczuciach, ale będzie też rzetelna, naukowa wiedza terapeutów. Marzę, aby stworzyć fajne, podstawowe kompendium wiedzy dla rodziców dzieci z SI.

Trochę teorii na początek 🙂 Integracja sensoryczna jest procesem przetwarzania w mózgu informacji odbieranych przez zmysły z naszego ciała oraz otoczenia, aby wykorzystać je w codziennym życiu. Nieprawidłowości tego procesu to właśnie zaburzenia integracji sensorycznej. Dzieci, cierpiące na takie zaburzenia wymagają specjalnej pomocy, miedzy innymi – terapii integracji sensorycznej.

Problem zaburzeń integracji sensorycznej dotyczy ok. 10% dzieci. W grupie tej przeważają chłopcy – na 3 chłopców przypada 1 dziewczynka. Co więcej, dzieci z tego typu problemami były zawsze, ale ze względu na warunki w jakich żyjemy, tempo,  liczba cierpiących na zaburzenia integracji sensorycznej stale rośnie. Wraz z postępem rozszerza się diagnostyka i zmienia nazewnictwo.

Jakby tego nie nazywać – problem istnieje. I nie jest mały, bo potrafi dość mocno dać w kość zarówno dziecku, jak i jego otoczeniu.

  dzieci-73

dzieci-66

Nasza przygoda z SI

Starszak zawsze był „wymagający”. Zupełnie inaczej reagował na świat, aniżeli jego rodzeństwo. Ale… był pierwszy, i to on wyznaczał poniekąd, standardy zachowania, to on uczył mnie jak „obsługiwać się” z dzieckiem.

Pierwsze trzy miesiące swojego życia przepłakał, potem było o wiele spokojniej. Zawsze był bardzo wrażliwy, płaczliwy, bardzo nerwowy. Jednocześnie był i jest bardzo żywiołowy, ruchliwy i nieprzewidywalny w swoich pomysłach. Ciągle biega, skacze. Nigdy nie cierpiał na problemy z napięciem mięśniowym, nigdy nie narzekał na ubranie, że go swędzi, albo że metka mu przeszkadza. Nigdy nie miał żadnych problemów neurologicznych. Późno zaczął mówić (do dziś korzystamy z zajęć logopedycznych).

To co zawsze mnie niepokoiło to przede wszystkim: problemy z koncentracją i niewspółmierna reakcja na bodźce (nawet gdy nic wielkiego się nie stało, Wiktor reagował strasznym krzykiem, piskiem, płaczem- długo nie mógł się uspokoić). Gdy do tego dodałam jego „gapiostwo”, nie czuje odległości, wpada np. na samochód na parkingu, ciągłe wywrotki, no i mój „obciążony wywiad okołoporodowy” czyli cesarskie cięcie – wszystko powoli zaczęło składać się w całość.

Starszak przejawia całą gamę trudnych zachowań. Wielokrotnie myślałam o tym, jak będzie wyglądało życie naszej rodziny, i czy jest jakakolwiek szansa na zmianę.

Gdy Starszak miała 4 lata, nowa logopedka wspomniała o możliwości wykonania badań pod kątem SI. Wtedy skonsultowałam to z przedszkolnym psychologiem i wychowawcami. Nie zauważali większego problemu, a zachowanie Wiktora zrzucali na kark temperamentu i braku „odpowiedniego podejścia” czytaj- źle wychowałaś dziecko!

Zanim poszłam do specjalisty

Z jednej strony chciałam, żeby był zdrowy, a wszystko było kwestią jego temperamentu, a z drugiej… pomyślałam, że jeśli coś mu dolega, trzeba mu pomóc, spróbować terapii. Zachowanie syna było bardzo trudne, i na myśl, że nasze życie tak musi wyglądać – załamywałam ręce. Obawiałam się jednak, że poradnia, w której będziemy robić badania będzie chciała mnie najnormalniej w świecie naciągnąć i znajdą choroby nawet te, których nie ma 🙁

Przekonał mnie fakt, że za niedługo przyjdzie czas na szkołę, i jeżeli jest jakiś problem, łatwiej będzie nam go rozwiązać teraz, niż gdy np. będzie miał już zaległości. Biłam się z myślami, nie wiedząc co gorsze: temperament, na który nie mam wpływu i nigdy się nie zmieni, czy jakaś dysfunkcja, nad którą będzie można pracować, ale jednak będzie dawała o sobie znać przez całe życie.

Nie pomagali wszyscy życzliwi, którzy mówili, że wymyślam, że większość chłopców tak się zachowuje, że nic mu nie dolega, że to normalne… Czułam jednak, że coś jest nie tak. Och! ile ja się nasłuchałam

„…przecież to jest chłopak – musi się wyszaleć, wybiegać, spędzaj z nim więcej czasu na zewnątrz…

„…musi się wywracać, musi mieć siniaki, ty tez ciągle się wywracałaś i w końcu wyrosłaś…”,

„…chłopcy często nie lubią rysować, to że nie potrafi utrzymać kredki nic nie znaczy- przecież chłopcy nie muszą rysować…”,

„…brak koncentracji nie jest problemem w jego wieku- przejdzie mu, dorośnie, wyrośnie z tego…”,

„…on ma taki temperament…”,

Po kilku miesiącach, wybrałam się do gabinetu terapii integracji sensorycznej – terapeutka nie miała wątpliwości, z czym ma do czynienia. Podczas badania, Wiktor reagował dokładnie tak, jak spodziewała się terapeutka. Po kilku sesjach, wypełnionych ankietach, przeprowadzonych sesjach, postawiła diagnozę.

Od tamtego momentu, tj. maj 2016 stale uczestniczymy w terapii SI. Oprócz prywatnych zajęć, dzięki diagnozie, Wiktor ma również zajęcia z psychologiem, pedagogiem i logopedą przedszkolnym (bez wariacji, nie ma wielu godzin, ale zawsze coś). Udało nam się też załatwić zajęcia integracji SI w szkole, która tworzy z przedszkolem zespół szkół, a która jest wyposażona w salę do terapii SI oraz terapeutę. Jest to jedynie 30 min tygodniowo, ale zawsze coś. Jesteśmy też w trakcie terapii Tomatisa, pod stałą kontrolą neurologopedy, oraz raz w tygodniu spotykamy sie z logopedą- uczymy się mówić 🙂

Diagnoza w prywatnym gabinecie integracji sensorycznej, to koszt ok 200-300 zł. Są też (pewnie tylko w większych miastach) bezpłatne punkty konsultacyjne i poradnie państwowe zajmujące się diagnozą  zaburzeń SI. Średni koszt terapii w prywatnym gabinecie to ok. 70 zł za 50 min zajęć.

dzieci-57

Lepsza sprawność, lepsze samopoczucie, lepsze życie

Ktoś może pomyśli, że z tego można wyrosnąć, że dziecko potrzebuje trochę czasu, że wyolbrzymiam sprawę. Ale… dziecko, będąc sprawne intelektualnie zdaje sobie doskonale sprawę, że odstaje od grupy, a to powoduje, że jego samoocena leci w dół na łeb, na szyję. Niejednokrotnie syn żalił mi się, po powrocie z przedszkola, że dzieci się śmieją z niego, że brzydko maluje, że nie umie wycinać, że nigdy nie wygrywa z chłopakami jak się ścigają, bo mimo, że jest szybki, zawsze musi się gdzieś przewrócić, potknąć, o coś zahaczyć.

Serce matki pęka na milion kawałków, gdy słyszy jak jej dziecko mówi: „mamo ja jestem do niczego, nic nie potrafię, ciągle tylko coś psuje” 🙁

 

Dzisiaj, jestem o wiele bardziej świadoma skąd to jego zachowanie. Wiem, np. że jemu jest trudno usiedzieć przy stole, nie podpierając głowy, nie rąbiąc figur, etc. Wiem, że jego niezgrabność nie wynika z braku uwagi. Wiem, że jego każdorazowe histerie np. w sklepie nie wynikają z jego złej woli, czy próby wymuszenia. Wiem, że jedynym sposobem żeby się uspokoił po awanturze, jest przytulenie, a właściwie mocne ściśnięcie, tak aby nie miał prawa ruchu.

Na terapii widzę jak bardzo jego ciało poszukuje mocnego, stanowczego dotyku i jak bardzo jest wrażliwy na dźwięki. Kiedyś, złościłam się na niego znacznie szybciej, bo nie rozumiałam dlaczego tak się zachowuje.

Teraz, po niespełna rocznej terapii widzę ogromną różnicę w jego zachowaniu. Jest sprawniejszy, pewniejszy siebie, wie już co mu pomaga, kiedy czuje się źle. Ja też wiem jak reagować, jak rozładowywać napięcie, umiem przewidywać pewne zachowania, a co za tym idzie potrafię unikać awantur. Jest spokojniej w domu, a to sprawia ogromną różnicę. Długa droga przed nami, a właściwie przed Starszakiem, ale najważniejsze, że idziemy w dobrą stronę.

Nie żałuję ani minuty decyzji o terapii SI , bo ona na prawdę pomaga mojemu dziecku.

M. Borkowska, K. Wagh, Integracja sensoryczna na co dzień,Wydawnictwo lekarskie PZWL, Warszawa 2010 r.

Ściskam

 


Podoba Ci się ten post – daj mi jakoś znać.

  • polub artykuł 
  • zostaw komentarz
  • udostępnij – może komuś będzie pomocny
  • polub nas na Facebooku, bądź na bieżąco
  • obserwuj nas na Instagramie  to taki blog od kuchni
Tags:

6 komentarzy

  1. Jola
    Dobrze napisane!!!!
    Myślę, że w obecnych czasach- takich dzieci jak Wiktor czy mój „dyslektyczny” Maciej jest (niestety) coraz więcej i najważniejsze w tym wszystkim to diagnoza a potem praca! Bo takich dzieci nie można zostawić samym sobie. Jest to spory wysiłek z naszej (rodziców) strony ale człowiek „rośnie w siłę ” gdy widzi efekty.
    Trzeba być naprawdę świadomym i mieć otwarty umysł by móc wesprzeć własne dziecko.
    Powodzenia Joluś
    Ps: Poczytaj kiedyś o „Dzieciach INDYGO” 🙂

  2. Ja mam córkę (12 miesięcy) dla mnie straszny nerwus, nadpobudliwa, ciągle w ruchu… nie jest z nią łatwo 🙂 zaczęłam ostatnio trochę bardziej doszukiwać się przyczyn jej zachowania. Czy ja coś źle zrobiłam… mamy wzmożone napięcie mięśniowe więc myślałam, że może to to…ale po konsultacji z naszą fizjoterapeutką, która stwierdziła, że jej zachowania nie są raczej wywołane napięciem mięśniowym tylko mogą być właśnie związane z SI, wybieramy się do Pani pedagog , która zajmuje się SI …. ciekawa jestem co z tego wyjdzie 🙂
    tekst pomocny 🙂

  3. A z jakiego miasta jestescie? Czy mozesz polecic osrodek w ktorym synek byl diagnozowany?

    Joanna, gdzie znalazlas miejsce w ktorym diagnozuja tak malutkie dzieci?

    1. My robiliśmy diagnozę w Legionowie i tam uczęszczamy na terapię (InPraxis). A szukałam przez znajomych, w internecie. Najłatwiej szukać u rodziców dzieci z zaburzeniami.

  4. a co z przedszkolem? Moj syn chodzi do przedszkola publicznego, maja z nim tam straszny kłopot, ciągle krzyczy kiedy tylko jest zmiana , np maja wyjsc na dwór- jest wrzask, maja wrocic z dworu – jest wrzask. bardzo ciezko mu sie tam zaadoptowac od poczatku wrzesnia ciagle jest cos nie tak….kiedy widze dzieci bawice sie w koleczku a on nie chce to az mi przykro i nie wiem czy zabrac go stamtąd czy nie, jest umówiony do psychologa i na dignozę SI ale to potrwa, bo terminy na diagnozę są za 1,5 roku a przedszkolanki ewidentnie sobie nie radzą, ja też przestaje mieć siłę to wszystko dzwigac – nie mam żadnego wsparcia i nie wiem co robic…

    1. My robiliśmy diagnozę prywatnie. Od momentu umówienia trwało to może 3 tygodnie (kilka sesji i czas na wydanie diagnozy). Koszt ok 250 zł. Zastanów się nad prywatnym gabinetem. Wiadomo – będziesz musiała za to zapłacić, ale przez 1,5 roku terapeuta będzie mógł z synem wiele wypracować (jeśli to rzeczywiście zaburzenia SI). Spróbuj ewentualnie poszukać np. Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, albo jakiegoś innego sposobu. 1,5 roku to strasznie długo – przez cały ten czas on się będzie męczył

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *